Kaśka ma dobrą pracę, lubi ją, wypłata jest fajna i rozwojowa. Latami budowała stabilną pozycję, by wreszcie móc sobie pozwolić na spełnienie marzenia o założeniu rodziny i macierzyństwie – bez strachu o możliwość powrotu.
Udało się! Kilka lat temu wraz z mężem przywitali na świecie swojego wymarzonego maluszka. Odchodząc na macierzyński, myślała, że z przyjemnością wróci do pracy i wszystko się jakoś ułoży. Zawsze była uważana wśród rodziny i znajomych za tę poukładaną i zorganizowaną. Wręcz cieszyła się na powrót, by udowodnić dziewczynom w pracy, które zmagały się ze znalezieniem balansu między obowiązkami domowymi a pracą.
Im jednak bliżej było do daty powrotu, tym bardziej przerażające się to stawało. Po długiej rozmowie z partnerem podjęli decyzję, że to najlepszy moment na drugie dziecko. Po co wracać i znów odchodzić – po prostu przedłuży sobie czas w domu. Szczęście im sprzyjało, wkrótce zaszła w kolejną ciążę i dziewięć miesięcy później na świecie pojawiło się kolejne maleństwo.
Dziś Kaśka w niedzielę wieczorem nie może skupić się na tym, na czym by chciała – odpoczynku, czasie z rodziną. Niby jest z nimi ciałem, ale w jej głowie na pełnych obrotach planuje, sprawdza, wymienia niewidzialne kafelki dodatkowych zadań dla dzieci, układa listę zakupów i upewnia się, że mąż ma upraną koszulę do pracy.

Poniedziałki są dla niej jak poligon, test czy wszystko dopilnuje, czy wszystko dobrze taktycznie ogarnęła. Jest też odrobina ulgi, bo gdy tylko przekroczy próg biura może na chwilę po prostu oddać odpowiedzialność i zrobić to, co jej każą. Chwila spokoju zanim zacznie się największy kocioł – drugi etat w domu…
Kaśka rozmawia z koleżankami, one też mają ciężko, a ją uważają za wzór, przecież tak świetnie ogarnia. Wszystko w domu trzyma twardą ręką i generalnie to działa, tylko z miesiąca na miesiąc ma wrażenie, że głaz na jej plecach jest coraz cięższy…
Czy balans między pracą a domem w ogóle jest możliwy?
Takich historii kobiet, które próbują „mieć wszystko” w tym świecie nieograniczonych możliwości, jest mnóstwo. Moja jest bardzo podobna i założę się, Kochana, że i Ty dostrzegłaś w niej sporo ze swojej.
Przez lata myślałam, że to system zawodzi. Że kobiety dostają zbyt mało wsparcia, że podział obowiązków jest ratunkiem na takie przeciążenie.
Gdy jednak zostałam mamą, zrozumiałam, że to nie to. Że ja wcale nie chcę, by mój mąż przejmował domowe obowiązki, bo lubię być w mojej kuchni, robić zakupy i karmić moją rodzinę domowymi obiadami. Że więcej czasu z moim dzieckiem to nie „obowiązek”, ale przyjemność i chcę robić na to miejsce w moim grafiku. Ale jednocześnie nie chcę rezygnować z siebie, ze swoich ambicji, celów, planów.
No ale czy da się jak to mówią zjeść jabłko i mieć jabłko?
Definicja balansu między pracą a domem potrzebuję transformacji!
Gdy sama doszłam do momentu, w którym ten głaz odpowiedzialności za wszystko w domu, w firmie, w życiu nie tylko moim, ale moich bliskich stał się nie do zniesienia, zaczęłam szukać rozwiązania. Czułam, że coś tu nie gra i miałam rację.
Definicję balansu między pracą, a domem i standardy organizacji ustalałam będąc singielką. To łatwe trzymać wszystko w głowie, gdy decydujesz tylko o sobie. Lista zakupów jest krótka, nikt nie wybrzydza, więc nic nie marnujesz, ale i wymyślanie obiadów nie jest zbyt obciążające, bo przecież wiesz co lubisz, a czego nie.

Ten sposób ogarniania służył Ci od lat, więc naturalne jest, że gdy pojawia się rodzina, to po prostu dodajesz ich „taski” do swojej listy ogarniania. Tylko, że nad nimi nie masz już 100% kontroli i tu pojawia się przeciążenie, bo wymyślenie obiadów na 3-4 osoby, z których każda je coś innego, na cały tydzień i trzymanie tego w głowie, to już wymaga sporo „pamięci operacyjnej”. A nie oszukujmy się, przy małych dzieciach to nie jest czas naszej największej efektywności – deficyt snu robi swoje…
Nagle stajesz się fundamentem i podporą nie tylko swojego życia, ale całej Twojej rodziny. Jeśli mówimy o balansie, czy równowadze, to to nie są dwa elementy praca – dom, które przeciągają się na rozciągliwej gumie. Tu brakuje podpory, a rozciągana guma to Ty tak?
Balans wymaga stabilnej podpory, jak ją wybrać?
Idealnym obrazem balansu jest waga – jest w stanie pokazać moment równowagi, ma stabilną podporę. Ale umówmy się Kochana, jeśli to Ty chcesz być tym fundamentem, to to jest z gruntu skazane na porażkę.
Przeglądnęłam najświeższe badania dotyczące i według https://www.peoplemanagement.co.uk/ globalne ankiety wskazują, że 93% kobiet doświadcza problemów ze zdrowiem psychicznym z powodu złej równowagi praca–życie. W wielu badaniach nawet ponad 50% dorosłych zgłasza symptomy wypalenia lub bardzo wysokiego stresu, zwłaszcza w wieku od 30 do 49 lat.
No więc jasne jest, że potrzebujemy lepszej podpory niż nasz plecy. I pewnie, system powinien się zmienić, życie może kiedyś stanie się mniej obciążające dla kobiet, mocno w to wierze, ale jestem też realistką, że to ja siedzę za sterami mojego życia i to ja decyduję jakie działania podejmę, by było bardziej satysfakcjonujące.
Zarządzanie domem zamiast ogarniania chaosu
Gdy zrozumiała, że albo coś zmienię, albo zmierzam wprost do wypalenia – zdecydowałam zmienić podstawę. Wiedziałam że dom i jego ogarnianie zajmuje mi najwięcej przestrzeni w głowie, więc skorzystałam z mojego korpo-doświadczenia i postanowiłam zamienić decydowanie o wszystkim gdy się już wydarza, na przewidywalny system zarządzania domem.
Obserwowałam gdzie tracę najwięcej energii, gdzie powtarzam w kółko te same decyzje, zamiast podjąć je raz. Stało się dla mnie jasne, że najbardziej obciążało mnie wymyślanie „co na obiad”, planowanie obiadów „czytając w myślach” moich bliskich. Codzienne wypad do sklepu i decydowanie jaki majonez włożyć do koszyka – ten co lubię, czy ten co akurat w promocji?
Gdy wypisałam te wszystkie mikro decyzje, które każdego dnia mieliłam w swojej głowie, to od samego czytania się zmęczyłam. To musiało się zmienić!
Powoli zbudowałam system, poukładałam zadania w sensowną całość i tak powstał mój dom na autopilocie.
Dziś nie wstaję rano z pytaniem w głowie, co dziś zjemy – mam listę „lubimy jeść” i po prostu wybieram coś z niej, a w lodówce czy zamrażarce na pewno mam na to danie składniki.
Dziś mam ustalony jeden dzień w tygodniu na zakupy, więc popołudnia spędzam na tym co lubię – czytaniu, zabawie z synem, oglądaniu serialu z mężem, a nie w kolejce w Biedronce czy Lidlu.
Dziś przestałam „ogarniać chaos” kurczowo trzymając wszystkie sznurki, by wszystko się nie rozsypało. Od lat świadomie zarządzam moim domem, a systemy i rutyny wokół ważnych, ale powtarzalnych zadań odciążają mnie mentalnie.
Najbardziej męczy nie to, co robisz w domu — tylko to, że cały czas musisz o tym pamiętać.
Poczułaś, że jesteś gotowa uprościć swoją kuchnię, ściągnąć sobie z pleców nadmiar obowiązków i wreszcie zacząć faktycznie odzyskiwać balans między życiem a praca?
Przygotowałam dla Ciebie szkolenie KUCHNIA NA AUTOPILOCIE.

Kuchnia na Autopilocie to system, który porządkuje codzienne decyzje wokół zakupów i jedzenia, dzięki czemu dom działa sprawnie, przewidywalnie i bez ciągłego angażowania Twojej uwagi.
To rozwiązanie dla kobiet, które radzą sobie na co dzień, mają swoje tempo, obowiązki i ambicje — i właśnie dlatego chcą przestać tracić energię na powtarzalne decyzje.
Dom przestaje być Twoim drugim etatem, wreszcie odzyskujesz wieczory dla siebie Kochana!
Kuchnia na Autopilocie wspiera Cię w przejściu
od codziennego ogarniania
do spokojnego, świadomego zarządzania domem.


1 komentarz